czwartek, 15 maja 2014

#Set number one

Mój pierwszy set. Awww, jaram siem! :{ Na zdjęciu, udało mi się zamaskować wstępnie to, że jestem gruba XD Więc tak, zacznijmy od bandanki którą kupiłam w super extra sklepie, w super extra miejscowości, o nazwie "Swojak" w Książu Wielkim. Nie miałam najmniejszego zamiaru wydawać na bandankę 20zł w jakichś ha end emach... To sobie kupiłam chusteczkę za 3,50zł i pozwijałam. Tam się ją sprzedaje w celu założenia na głowę jak się idzie na grzyby do lasu, żeby kleszcz nie ugryzł... Kurtka, którą mam na sobie, się nadaje do muzeum, co najmniej. Odziedziczyłam ją w spadku po cioci (ONA JESZCZE ŻYJE! Co z tego, że jej nie lubię?) i nawet nie wiem w którym sklepie ją kupiła. Chyba w Orsay'u. Ważnym "szczegółem" jest to, że jeżeli nie mam rozpuszczonych włosów, to nie mogę wyjść w tej kurtce, bo ma okropne przetarcia na karku i wyglądam jak menel :P  T-shirt jest z Primark'a i kosztował 5 funtów czyli 25zł. Jest na mnie trochę luźny, ale tutaj nie widać. Ma po prawej stronie taką małą kieszonkę. Getry są z C&A i kosztowały 40zł. DOSTAŁAM DO NICH FAFELKA *O* Miały być niebieskie ale stwierdziłam że skoro połowa mojej szafy to czerwone, czarne i białe ciuchy, to trzeba kupić takie. (Z serii moja logika)

"Ciężko jest być zielonym"
~Kermit Żaba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz